czwartek, 30 października 2014

"Batumi, ech Batumi..." (10.10.2014)





Zostawiamy bagaże w Guest Housie (położonym niedaleko centrum) i ruszamy na miasto. Zaczynamy od spaceru po Promenadzie (której długość ma 7km), ale po przejściu połowy stwierdzamy, że nam tyle wystarczy. Moczymy nogi w morzu Czarnym, który mimo października jest cieplejszy niż nasz Bałtyk.






Batumi jest bardzo interesującym miastem, gdzie w ciągu ostatnich kilku lat powstało wiele nietypowych architektonicznie budynków. Kontrastują one ze starą zabudową Batumi, ale nam to połączenie wcale nie przeszkadza. Po południu udajemy się do miejscowej Restauracji, aby po raz drugi spróbować gruzińskiego specjału - Khinkali, które popijamy gruzińską lemoniadą. W informacji turystycznej dowiadujemy się, że w Ogrodzie Botanicznym jest możliwość rozbicia namiotu, dlatego też (marszrutką nr 31) postanawiamy się tam przenieść. Niestety pomimo informacji, które uzyskałyśmy w Informacji (koszt rozbicia namiotu miał wynosić 15 lari/namiot), okazuje się, że nie dość, że musimy zapłacić za wejście do Ogrodu - każdego dnia 8lari/os, to oprócz tego po 15lari/os za nocleg. Ostatecznie więc musimy przepłacić, ale pomimo późnej godziny i sporej odległości od miasta (9km), nie mamy innego wyjścia. Ponadto okazuje się, że miejsce kempingowe znajduje się na drugim końcu Ogrodu Botanicznego, dlatego jesteśmy zmuszone do 3-kilometrowego spaceru z plecakami po Ogrodzie.





















Niezrażone tym wszystkim rozbijamy namiot i idziemy nad morze (oddalone od nas o ok. 50m) podziwiać zachód słońca. Korzystając z dość wczesnej godziny postanawiamy wrócić z powrotem do miasta, gdyż słyszałyśmy, że Batumi nocą jest jeszcze piękniejsze. Faktycznie miasto nocą jest pięknie podświetlone - widać to szczególnie z kolejki linowej - atrakcji, której w Batumi nie można ominąć (przejazd trwa 8 min. i kosztuje 5 lari/os). Nasz wieczorny spacer po mieście kończymy oglądając Koncert Fontann.









Relaks na plaży (11.10.2014)




















Dzisiejszy dzień spędzamy w Batumi. Rozpoczynamy go od spacerowania uliczkami Starego Miasta. Drugą część dnia spędzamy na plaży łapiąc ostatnie promienie gruzińskiego słońca. Następnie ruszamy na miasto w poszukiwaniu przyjaźnie wyglądającej restauracji.




















Dziś jemy adżarskie chacapuri (z jajkiem sadzonym) i gruzińskiego szaszłyka. Po zmroku wracamy na nasz kemping do Ogrodu Botanicznego, gdzie przed zaśnięciem wybieramy się nad morze, aby przy rozgwieżdżonym niebie i szumie fal pożegnać się z rozświetlonym w oddali Batumi.




Pożegnanie z Gruzją (12.10.2014)

Po raz ostatni budzą nas dziś odgłosy gruzińskich świerszczy. Pakujemy nasze rzeczy i żegnamy się z Ogrodem Botanicznym. Jak zwykle złapanie autostopa zajmuje nam zaledwie kilka minut i tym sposobem o godzinie 12 jesteśmy już w Kutaisi. Autobusem nr 1 (30 tetri/os) dojeżdżamy do centrum miasta, skąd wspinamy się na wzgórze, na którym znajduje się średniowieczna Katedra Bagrati. Następnie udajemy się na pobliski targ, gdzie obkupujemy się w gruzińskie pamiątki: wino domowej roboty, snikersy (zwane churchkhelą), przyprawy, owoce. Trochę zmęczone chodzeniem z plecakami w tak ciepły dzień (którymi zresztą wszędzie wzbudzałyśmy zainteresowanie), siadamy w parku i odpoczywamy. Ze względu na nasze ciężkie plecaki i dwutygodniowe zmęczenie kończymy na tym zwiedzanie Kutaisi. Posilamy się ostatnim chacapuri, po czym udajemy się na lotnisko, gdzie odprawa i lot przebiegają nam spokojnie. Zadowolone i pełne wrażeń wracamy do domu.




PODSUMOWANIE
1. Nawet w październiku zabierz ze sobą krem od słońca, gdyż nasze spalone nosy żałują, że tego nie zrobiłyśmy.
2. Należy pamiętać, że pieszy na drodze nie ma nigdy pierszeństwa. Bezpieczne przejście przez ulicę może natomiast ułatwić kontakt wzrokowy z nadjeżdżającym kierowcą.
3. O cenę marszrutki pytaj się innych pasażerów - kierowcy lubią bardzo naciągać.