Zostawiamy bagaże w Guest Housie (położonym niedaleko centrum) i ruszamy na miasto. Zaczynamy od spaceru po Promenadzie (której długość ma 7km), ale po przejściu połowy stwierdzamy, że nam tyle wystarczy. Moczymy nogi w morzu Czarnym, który mimo października jest cieplejszy niż nasz Bałtyk.
Batumi jest bardzo interesującym miastem, gdzie w ciągu ostatnich kilku lat powstało wiele nietypowych architektonicznie budynków. Kontrastują one ze starą zabudową Batumi, ale nam to połączenie wcale nie przeszkadza. Po południu udajemy się do miejscowej Restauracji, aby po raz drugi spróbować gruzińskiego specjału - Khinkali, które popijamy gruzińską lemoniadą. W informacji turystycznej dowiadujemy się, że w Ogrodzie Botanicznym jest możliwość rozbicia namiotu, dlatego też (marszrutką nr 31) postanawiamy się tam przenieść. Niestety pomimo informacji, które uzyskałyśmy w Informacji (koszt rozbicia namiotu miał wynosić 15 lari/namiot), okazuje się, że nie dość, że musimy zapłacić za wejście do Ogrodu - każdego dnia 8lari/os, to oprócz tego po 15lari/os za nocleg. Ostatecznie więc musimy przepłacić, ale pomimo późnej godziny i sporej odległości od miasta (9km), nie mamy innego wyjścia. Ponadto okazuje się, że miejsce kempingowe znajduje się na drugim końcu Ogrodu Botanicznego, dlatego jesteśmy zmuszone do 3-kilometrowego spaceru z plecakami po Ogrodzie.
Niezrażone tym wszystkim rozbijamy namiot i idziemy nad morze (oddalone od nas o ok. 50m) podziwiać zachód słońca. Korzystając z dość wczesnej godziny postanawiamy wrócić z powrotem do miasta, gdyż słyszałyśmy, że Batumi nocą jest jeszcze piękniejsze. Faktycznie miasto nocą jest pięknie podświetlone - widać to szczególnie z kolejki linowej - atrakcji, której w Batumi nie można ominąć (przejazd trwa 8 min. i kosztuje 5 lari/os). Nasz wieczorny spacer po mieście kończymy oglądając Koncert Fontann.