piątek, 26 czerwca 2015
czwartek, 25 czerwca 2015
Przylot (28.09.2014)
Dwudziesty ósmy września- niedziela, godzina 14.00. Siedzimy na lotnisku, wciąż jeszcze nie mogąc uwierzyć, że lecimy. Nasza przygoda z Gruzją właśnie się zaczyna. Lot mija nam szybko i bez przygód.
Po przylocie na lotnisko Agata udaje się do kantoru (otwartym mimo niedzieli i godz. 22) i wymienia 100$ na 172 GEL. Asia w tym czasie kupuje bilet na marszrutkę za 5GEL od osoby (która dowozi pod wskazany adres w Kutaisi). Bilet sprzedaje jej p.Ania - Polka, jednocześnie ratując nas adresem hostelu przy ul. Salomon 14. Siedząc w marszrutce i czekając na odjazd, podchodzi do nas Gruzin, z którym wcześniej zamieniłyśmy kilka zdań. Oczywiście okazuje się, że przyszedł z zamiarem wyciągnięcia numeru od Agaty ;) Trochę to trwa, dlatego nasz kierowca wyłącza silnik, a reakcja ludzi (głównie Polaków) w busiku jest bezcenna. W końcu udaje nam się ruszyć i po raz pierwszy doświadczamy gruzińskiej "bezpiecznej" jazdy (trąbienie i wyprzedzanie na trzeciego). Zwiedzamy Kutaisi nocą i docieramy do naszego hostelu, gdzie mamy pokój jak królowe (40GEL/pokój).
Hostel urzeka nas wystrojem sprzed kilkudziesięciu lat - nie przeszkadza nam nawet przerwa w dostawie prądu - podczas której używamy naszych latarek. Staramy się szybko zasnąć, jednak uniemożliwiają nam to rodacy za ścianą, prowadzący rozmowy do późnej nocy (przy okazji dowiadujemy się o najnowszych trendach poznawania drugiej połówki - speed dating i sympatia.pl ;). Zasypiamy, gdy rozmowy zaczyna zagłuszać ulewny deszcz padający do rana.
Hostel urzeka nas wystrojem sprzed kilkudziesięciu lat - nie przeszkadza nam nawet przerwa w dostawie prądu - podczas której używamy naszych latarek. Staramy się szybko zasnąć, jednak uniemożliwiają nam to rodacy za ścianą, prowadzący rozmowy do późnej nocy (przy okazji dowiadujemy się o najnowszych trendach poznawania drugiej połówki - speed dating i sympatia.pl ;). Zasypiamy, gdy rozmowy zaczyna zagłuszać ulewny deszcz padający do rana.
Autostopem do Borjomi (29.09.2014)
Vardzia po burżujsku (30.09.2014)
W Tbilisi wysiadamy przy McDonaldzie, gdzie spotykamy się z couchsurferem - Alexem, który zgodził się przyjąć nas pod swój dach na trzy dni. W tym samym czasie poznajemy też Katię z Moskwy, która również w ramach couchsurfingu nocuje u Alexa. Nasz gospodarz częstuje nas na kolację gruzińskim chacapuri i pierożkami z mięsem, a także winem domowej roboty. Najedzone, po dniu pełnym wrażeń szybko zasypiamy.
środa, 24 czerwca 2015
Nieuchwytny Kazbeg (01.10.2014)
Stolica jakiej nie znamy (02.10.2014)
Na szczęście dziś możemy pospać dłużej. Odsypiamy więc wczorajszą zarwaną noc i śpimy do 11stej. Zwiedzanie Tbilisi zaczynamy od Dynamo Stadion i nieopodal - przy ul. Cabadzego kupujemy palnik z butlą gazową (niezbędną na nasz treking w kolejnych dniach). Tbilisi robi na nas wrażenie - jest to miasto pełne kontrastów - starych, często zaniedbanych budynków i nowoczesnej architektury.

Po drodze mijamy kościół ormiański, prawosławny, synagogę i meczet - stojące w niewielkiej odległości od siebie. Po południu dołączają do nas Katia i Alex, po czym razem wjeżdżamy kolejką linową do twierdzy, z której mamy wspaniały widok na nocną panoramę miasta. Dzień kończymy suprą (uroczystą gruzińską ucztą), podczas której poznajemy troje przyjaciół Alexa i kosztujemy nowych potraw- chinkali, sos fasolowy oraz chleb z kukurydzy.
Po drodze mijamy kościół ormiański, prawosławny, synagogę i meczet - stojące w niewielkiej odległości od siebie. Po południu dołączają do nas Katia i Alex, po czym razem wjeżdżamy kolejką linową do twierdzy, z której mamy wspaniały widok na nocną panoramę miasta. Dzień kończymy suprą (uroczystą gruzińską ucztą), podczas której poznajemy troje przyjaciół Alexa i kosztujemy nowych potraw- chinkali, sos fasolowy oraz chleb z kukurydzy.
Stara stolica Gruzji (03.10.2014)
Pakujemy szybko nasze rzeczy, żegnamy się z Alexem, z którym przez te 3 dni zdążyłyśmy się zaprzyjaźnić, po czym ruszamy na dworzec kolejowy, gdzie wsiadamy w zabukowany wcześniej przez internet pociąg do Zugdidi, z wagonem sypialnym. Jesteśmy mile zaskoczone standardem (zwłaszcza, że bilety kupiłyśmy za ok. 35 lari) - dwuosobowy ogrzewany przedział z łóżkami i pościelą.
Witaj Svanetio! (04.10.2014)
Po 9h spokojnej podróży docieramy do Zugdidi, skąd marszrutką (razem z turystami z innych krajów) udajemy się (za 20 lari/os) do oddalonej o ok. 3h drogi Mesti. Podczas drogi rozpościerają się piękne widoki. Niestety część z nich nam umyka, ponieważ przysypiamy. Po dotarciu na miejsce rozbijamy namiot przy poleconym przez Alexa Manoni's Guest House.
Korzystając z pięknej słonecznej pogody wybieramy się na wycieczkę do Hatsvali. Idziemy 6h szosą, opierając się propozycjom uprzejmych Gruzinów, chcących nas podwieźć samochodami. Za 5 lari wjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym na sam szczyt, gdzie ukazuje nam się Kaukaz w całej okazałości. Wracamy do Mesti również piechotą, prosto na kolację (zamówioną u naszej gospodyni), gdzie mamy okazję po raz kolejny próbować gruzińskich smaków. 10 lari od osoby wydaje się dość dużo, ale najadamy się do syta i nie możemy się doczekać jutrzejszej kolacji.
Ku lodowcowi (05.10.2014)
Kolejny bardzo wysoki tysięcznik (Uszba 4700 m n. p. m.) chowa się w chmurach i znów pozostaje dla nas niedostępny. Wracamy do Mesti o 17-stej i korzystając z wczesnej godziny udajemy się, aby zwiedzić to miasteczko. Centrum Mesti jest ładnie odnowione, jednak największe wrażenie robią na nas zabytkowe wieże - szczególnie, że do jednej z nich udaje nam się wejść (2 lari/os).
Stresującą wspinaczkę na dach wieży wynagradza nam piękny widok na miasto w świetle zachodzącego słońca. Będąc na dachu dostrzegają nas miejscowi Gruzini, którzy nas pozdrawiają, a po naszym zejściu z wieży zamieniają z nami kilka zdań.
Wracamy do naszego zakwaterowania na kolację, gdzie znów najadamy się do syta, a przy tym poznajemy dwóch polaków - alpinistów, z którymi wymieniamy się wrażeniami z podróży. Dzień kończymy wypijając wino i standardowo wznosząc toast za dobrą pogodę następnego dnia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)