
Po raz kolejny budzimy się o świcie. Zgodnie z instrukcją Alexa jedziemy mini busem do Didube Station (50 tetri/os), gdzie wśród niezliczonej ilości samochodów, busów, taksówek i ludzi, targujemy się z jednym z kierowców, aby za 15 lari/os. zabrał nas do Kazbegów. Trasa prowadzi tzw. drogą wojenną obfitującą w niezapomniane górskie widoki. Dojeżdżając po ok. 3h na miejsce, opieramy się propozycjom miejscowych taksówkarzy i po 1,5h marszu docieramy na szczyt, na którym znajduje się słynny Monaster. Mimo, że chmury zakrywają szczyty gór, widoki i tak są zapierające dech w piersiach. Niestety nie mamy wystarczająco dużo szczęścia, aby zobaczyć nasz pierwszy w życiu pięciotysięcznik - pośród chmur dostrzegamy chwilami jedynie jego fragmenty.

Bogatsze o kolejne wspomnienia wracamy do naszego gospodarza. Na kolację jemy przygotowane przez Katię gruzińskie danie - fasolę z dużą ilością świeżych ziół i jajek. Nasza kolacja przedłuża się nieoczekiwanie do 4 rano, czego zasługą jest wino i gruzińska tradycja wznoszenia długich toastów. Pomiędzy toastami Alex przybliża nam gruzińską kulturę - puszcza filmiki z gruzińskim tańcem oraz umila czas śpiewem i grą na gitarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz