czwartek, 25 czerwca 2015

Autostopem do Borjomi (29.09.2014)

Mimo niesprzyjającej aury budzimy się skoro świt... Przy śniadaniu okazuje się jednak, że nie przestawiłyśmy zegarków i nie jest godzina 7, lecz 9. No cóż... zdarza się ;) Zgodnie z instrukcją właściciela hostelu, wsiadamy w marszrutkę nr 34 i dojeżdżamy do dworca autobusowego (koło jedynego McDonalda w Kutaisi). Deszcz wciąż leje, ale nie zniechęca nas to, aby spróbować złapać stopa do Borjomi. Pomimo, że centrum miasta nie jest dobrym miejscem do łapania stopa, po 7min zatrzymuje się pan, który zawozi nas do miejscowości, która jest po drodze do naszego celu. Jedziemy stopem prawie 2h i niestety z powodu bariery językowej (wydawało nam się, że znamy rosyjski lepiej ;) przez większość trasy wsłuchujemy się w rosyjskie przeboje. Po wyjściu z samochodu kierowca wręcza nam 3-litrowy baniak z winem domowej roboty. No cóż... przecież wiadomo, że Gruzinom się nie odmawia ;)


Nabieramy sił na dalszą podróż, kupując po owocu kaki, na pobliskim bazarze. Niemal natychmiast łapiemy następnego stopa - prosto do Borjomi, gdzie kupujemy gruzińską kartę SIM i próbujemy pierwszego chacapuri z serem (jedno małe na nas dwie w zupełności nam wystarcza). Pomimo, że deszcz nadal pada, decydujemy się na nocleg pod namiotami, przy gorących źródłach. Rozstawiamy namiot w deszczu, rozgrzewamy się gruzińskim winem, po czym zażywamy kąpiel w dość ciepłym basenie, śmierdzącym siarką... Zakładamy po dwie bluzy, czapki, po czym resztę wieczoru spędzamy pijąc wino z baniaka i wsłuchując się w deszcz uderzający o tropik.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz